niedziela, 27 lipca 2014

#WAŻNE

Hej kochani!

Mam dla was dwie wiadomości- dobrą i złą.

Może najpierw ta dobra :)
Rozdział 3 jest już w połowie gotowy, ale muszę jeszcze pomyśleć nad dalszą akcją opowiadania.

Teraz przejdźmy do tej mniej wesołej części wspisu.
Wiem, że nie możecie się już doczekać kolejnego rozdziału, ale potrwa to znaczniej dłużej niż myślicie.
We wtorek wyjeżdżam do Londynu na 8 dni i nie wiem czy będę miała dostęp do inetrnetu.
Nawet jeśli to wątpię czy będę miała czas wstawić rozdział ze względu na program wyjazdu.
Bardzo was za to przepraszam :( 
Mam nadzieję, że zrozumiecie i dalej będziecie czekać na nowy rozdział C:
Kocham was i jeszcze raz bardzo przepraszam! <3

PS. Dziękuję za komenatrze pod poprzednim rozdziałem :) Właśnie one motywują mnie do pisania. I zauważyłam również, że zyskałam nowych czytelników. Bardzo mnie to cieszy, że podoba wam się, co tu tworzę. 
Do zobaczenia! <3

poniedziałek, 14 lipca 2014

#2

Powoli otworzyłam oczy, do których dostały się lekkie promienie słońca. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Wszystko mi się przypomniało. Kłótnia z Jamesem, ucieczka, nieudana próba samobójstwa, a potem Niall. No właśnie, gdzie jest Niall?
Mijałam kolejno drzwi, idąc korytarzem. Zeszłam po schodach i odnalazłam, co szukałam. Stał tam w samych dresach. Poruszał się w jednym kierunku. Lodówka, blat, lodówka, blat, lodówka, blat...i tak w kółko. Jego mięśnie napinały się z każdym ruchem. Z oddali mogłam usłyszeć, jak podśpiewuje coś pod nosem. Podeszłam do niego i odchrząknęłam na tyle głośno, aby zwrócić na siebie uwagę. Odwrócił się wystraszony, ale po chwili strach zastąpił szeroki uśmiech.
- Cześć śpiochu.- nie wierze, że od samego rana potrafi być takim wesołym człowiekiem. 
- Śpiochu?- przechyliłam głowę, opierając się o ścianę. 
- Jest po dwunastej- zaśmiał się tylko i wskazał na zegarek wiszący na ścianie. Nie do wiary, że wstałam aż tak późno.
- Wybacz, ja...- na chwilę się zawahałam. Nie mogę mu o niczym powiedzieć. Nie znam go przecież.-...nigdy nie spałam tak długo. 
Wpatrywał się we mnie tymi swoimi błękitnymi oczyma. Dopiero teraz zauważyłam, że moja mama miała dokładnie takie same tęczówki. Im dłużej się patrzałam, tym więcej sobie przypominałam. Ona patrzałam na mnie z taką samą troską, jak teraz chłopak o blond włosach. Uczucie w środku nie dawało mi spokoju. Od dawna tego nie czułam. Uczucia pustki. Pustki w sercu, która przypomina, że Jej już tu nie ma. Odeszła, zostawiając mnie samą. Poczułam jak w kącikach oczu zbierają się łzy. Spuściłam wzrok, podziwiając kuchenne kafelki podłogowe. 
- Mogłabym skorzystać z łazienki?- spytałam nadal patrząc na podłogę.
- Jasne. Przy okazji, na pralce leżą ciuchy. Możesz je wziąść, jeśli będą dobre.- kiwnęłam głową i czym prędzej weszłam na górę. 
Tak jak powiedział blondyn, na pralce leżały ubrania. Damskie ubrania. Zdziwiło mnie, skąd on je ma. Rozebrałam się i odkręciłam wodę. Weszłam pod prysznic i już po chwili poczułam, jak moje mięśnie się rozluźniają. Woda oblewała moje spocone i brudne ciało. Zakręciłam kurek i wytarłam się ręcznikiem, który leżał obok ubrań od Nialla. Wytarłam włosy i przeczesałam je palcami. Sięgnęłam po ciuchy i odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że dostałam długie spodnie. Przygotowany zestaw był na mnie w sam raz. Szybko się ubrałam i wróciłam na dół, gdzie czekał Niall. Zajęłam swoje miejsce przy stole. Przede mną widniał talerz, a na nim dwa naleśniki z czekoladą. Wyglądało przepysznie, ale nie dam rady nic zjeść. Samo patrzenie na jedzenie wywoływało u mnie odruch wymiotny. Nie chodzi o to, że się głodzę. Nie. Po prostu po śmierci mamy straciłam chęć do wszystkiego. Do życia, do jedzenia. Ciągłe ucieczki z domu przed ojcem spowodowały, że jedzenie stało się zbędną rzeczą w moim życiu. Potem sytuacja z Jamesem...tak się bałam, że nic nie jadłam. A jeśli już coś próbowałam od razu biegłam do łazienki w celu zwrotnym. 
- Coś nie tak?- z amoku wyrwał mnie głos chłopaka. Podniosłam wzrok i znów napotkałam ten znajomy mi błękit w oczach. 
- Nie, ja tylko...- żadny argument, jaki przychodził mi teraz do głowy nie był wystarczająco dobry, aby spławić chłopaka.-...nie jestem głodna.
- Więc pewnie się nie obrazisz, jeśli wezmę twoją porcję?- uśmiechnęłam się lekko i przesunęłam talerz w stronę Nialla. 

Przeszukałam wszystkie kieszenie w spodniach i nigdzie nie mogłam znaleźć mojego telefonu. Pamiętam, że brałam go ze sobą. Wróciłam do sypialni Nialla, aby sprawdzić czy go gdzieś przypadkiem nie zostawiłam. 
- Szukasz czegoś?
- Nie jestem pewna, ale chyba zgubiłam tu mój telefon.- uniosłam ręce w geście rezygnacji.
- Pomogę ci.
Przeszukaliśmy cały pokój i nic. Znaczy, bardziej Niall niż ja, ponieważ nie czułabym się dobrze przeszukując każdą część jego pokoju i szperając w każdej z szafek. 
- Mam!- usłyszałam krzyk Nialla, który właśnie podnosił się z podłogi. Odetchnęłam głęboko i podziękowałam chłopakowi. 
- Mógłbyś zostawić mnie samą?- kiwnął głową i zamknął za sobą drzwi. Weszłam w moje kontakty i przesuwałam palcem po ekranie, szukając odpowiedniego numeru. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i po kilku sygnałach usłyszałam znojmy mi, ciepły głos kobiety.
- Anabelle? Dziecko, to ty?- jak zawsze zamartwiona. O mnie. Ale kocham tą kobietę. Zastąpiła mi mamę, kiedy Ona odeszła, więc dużo jej zawdzięczam. Kocham tą rodzinkę najbardziej na świecie. Dużo dla mnie zrobili. Mieszkałam z nimi przez jakiś czas, kiedy ojciec przechodził przez załamanie, ale niestety prawo nakazuje mieszkania z moim prawnym opiekunem, więc musiała wrócić do domu. 
- Tak ciociu, to ja. Możesz rozmawiać?
- Z tobą zawsze.- kąciki moich ust powedrowały do góry.- Coś się stało?
- Tak. Znaczy nie! To długa historia...- skarciłam się w duchu i kontynuowałam.-...rozmowa nie na telefon. Mam do ciebie pytanie, ale to trochę niewłaściwe.
- Mam się o ciebie bać?- pokręciłam głową, ale zorientowałam się, że przecież rozmawiam przez telefon.- Śmiało, pytaj.
- Chodzi o to, że...- zacięłam się na chwilę i zastanawiałam czy wypada mi o to spytać.-...mogłabym zamieszkać w waszym domu przez jakiś czas?
- To ty nie mieszkasz z Jam...
- Nie.- przerwałam jej, nie chcąc usłyszeć tego imienia.- Opowiem ci wszystko, jak tylko będziecie w Londynie, ale teraz najważniejsze jest dla mnie czy się zgodzisz.
- Wiesz...przyjeżdżamy do stolicy za dwa tygodnie na wakacje.
- Nie mogę tyle czekać. Proszę. Nie na długo. Oddam wam za czynsz, kiedy tylko wrócę do pracy, obiecuję. 
- An, nie musisz nam nic oddawać. Chodziło mi o to, że nie masz kluczy.- no tak. Ja głupia. Uderzyłam się w czoło i wróciłam do rozmowy.
- Mogę do was przyjechać. Wiem, że do Cambridge jest kawał drogi, ale załatwię sobie transport, nie martw się.
- No dobrze. Będziemy w domu od szesnastej.
- Dziękuję!- krzyknęłam na cały dom, że chyba nawet Niall mnie usłyszał.- Do zobaczenia!

Tak dawno nie oglądałam telewizji, że nawet głupie reklamy wydają mi się interesujęace. Nie wiem czemu nadal siedzę u Nialla w domu, ale wątpię, abym zastała Katie w domu. Nagle obok mnie pojawił się blondyn. Siedział i gapił się na mnie jak w obrazek. Pomyślałam, że to jedyna okazja, aby go o to poprosić.
- Niall...- zaczęłam, ale się zawahałam.-...trochę mi głupio prosić cię o to, ponieważ wcale się nie znamy i to ja wiszę ci przysługę, ale mógłbyś gdzieś ze mną pojechać?
- Jasne.- zerknęłam na niego ze zdziwieniem. Każda jego odpowiedź jest szybka. Czy on w ogóle myśli zanim coś powie?
- To daleko.
- Gdzie dokładnie?
- Cambridge.- parsknął śmiechem, co mnie zirytwało.
- Jeżdżę w miejsca oddalone kilkanaście mil od Londynu, więc to dla mnie nic.- kiwnęłam głową na znak podziękowania i wróciłam do oglądania. Nie zajęło mi to jednak długo.
- Wiesz...- zaczął chłopak, ale umilkł.-...chciałem z tobą porozmawiać, dlaczego chciałaś popełnić samobójstwo, ale doszedłem do wniosku, że w ogóle się nie znamy. Z pewnością mi nie ufasz. Masz prawo, ponieważ nic o mnie nie wiesz. Ja o tobie też nie, ale...- popatrzał wprost w moje oczy. Ten błękit...nie tylko moja mama miała takie oczy. Miał je ktoś jeszcze, ale za chiny nie wiem kto.-...nie mogę znieść tego, jak wyglądają twoje nadgarstki.
W tym momencie zastygłam. Cała zesztywniałam i nawet oddychanie było trudne. Z jednej strony nie chciałam mu nic mówić, ale coś w środku podpowiadało, że mogę mu zaufać. Czułam jakbym...jakbym znała go już wcześniej. Wiem, że to dziwne, ale mam wrażenie jakby coś mnie z nim łączyło. Tylko nie wiem co...
- Ja...- szukałam odpowiednich słów, żeby to wyjaśnić.-...nie wiem jak ci to powiedzieć, ponieważ to może ci się wydać dziwne i śmieszne, ale...to wszystko przez mojego chłopaka.
- Co?- jego głos był zaskakująco opanowany, ale to w oczach zauważyłam zdziwienie i...niepokój? Wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam:
- Tak, bo widzisz...wydarzył się pewien wypadek i mój chłopak, James, nie mógł się z tym pogodzić. Najpierw się załamał, a potem szukał pocieszenia w alkoholu i narkotykach. A złość wyładowywał na mnie.- Niall zdecydowanie był zaniepokojony.- Bił mnie coraz częściej, ale nigdy nie zdarzyło mu się uderzyć mnie w twarz. I właśnie wtedy, kiedy mnie znalazłeś, zrobił to. Odwarzył się. Dlatego uciekłam.
- Próbuję nad tym wszystkiem nadążyć.- błądził wzrokiem po pokoju.- Ale dlaczego myślałaś, że będę się śmiał?
- Ponieważ byłam z nim. Nie odeszłam pomimo bólu, jaki mi zadał.
- Ale dlaczego? Dlaczego go nie zostawiłaś? Przecież to okropne! Jak można bić swoją własną dziewczynę?
- Nie mogę ci powiedzieć, ale gdybyś znał powód jego zmiany, może i byś zrozumiał. Ja rozumiałam. I rozumiem.- bawiłam się palcami, kiedy poczułam na dłoni kropelkę, która skapła z mojego policzka. Wytarłam łzy rękawem.- A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam gdzie pójść. Nie mogę do niego wrócić. On mnie zabije.
Tak bardzo chciałam być twarda i powstrzymać łzy. Nie chciałam, żeby Niall zobaczył, jaka jestem słaba. Ale emocje wygrały. Rozpłakałam się na dobre, chowając twarz w dłonie. Poczułam tylko jak czyjeś ręce obejmują moją drobną sylwetkę i ciągną w soją stronę. Po chwili poczułam ciepłą klatkę piersiową i rytm bijącego serca. Niall mnie przytulił. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, mocząc jego koszulkę coraz to nowszymi falami łez. Ale chyba mu to nie przeszkadzało. Nagle usłyszałam przyjemny szept:
- Może i się nie znamy, ale nie pozwolę, abyś cierpiała kolejny raz.

_________________________________________________________________________
1. PRZEPRASZAM WAS BARDZO, BARDZO, ŻE ROZDZIAŁ JEST NIE NA CZAS
2. SĄ WAKACJE I MIAŁAM RÓŻNE WYJAZDY, SPOTKANIA, ITD. ALE CHYBA SAMI ROZUMIECIE, ŻE NIE MOGĘ SIEDZIEĆ CAŁYMI DNIAMI NA BLOGU
3. MOIM ZDANIEM ROZDZIAŁ NIE WYSZEDŁ, JAK OCZEKIWAŁAM. W OGÓLE NIC SIĘ NIE DZIEJE. JEST TYLKO TAKI MINI MOMENT Z NIALLEM I LUCY.
4. DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁY KOMENTARZ POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM! <3
5. 3 KOM.- NEXT!
DO NASTĘPNEGO! <3 <3

sobota, 5 lipca 2014

#1

Kiedy tylko usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Stanęłam na ostatnim schodku, ale nie zeszłam dalej. Nie chciałam. James rzucił kurtkę wraz z butami na podłogę i wyciągnął z szafki kieliszek i butelkę wódki. Nie był pijany, ale najwyraźniej do tego dążył. Żeby wzbudzić kolejną kłótnię. W końcu wzięłam się na odwagę i podeszłam bliżej.
- James.- nawet nie drgnął. Przechylił ręką kieliszek z trunkiem do ust i wypił do pełna.- Proszę cię, odłóż to.
Zrobiłam kolejne kroki w jego stronę. Teraz stałam tuż obok. Odwrócił lekko głowe w moim kierunku i prychnął. 
- To ci nic nie da.- nareszcie się odezwał.- Twoje prośby i próby udobruchania mnie. Chcem się napić, to pije. A tobie gówno do tego.
- Po prostu chociaż raz chciałabym spokojny wieczór. Bez kłótni.- odwrócił głowę i gapił się tępo przed siebie. Stałam w ciszy z rękoma skrzyżowanymi na piersi i obserwowałam, jak mój chłopak- o ile mogę go tak nazwać- upija się do nieprzytomności. Nie wytrzymałam i szybkim ruchem zabrałam butelkę ze stołu. Pobiegłam do kuchni i całą zawartość wylałam do zlewu. Poczułam na podłodze ciężkie kroki, a kiedy się odwróciłam James już był przy mnie. Ręce zaciskał w pięści. Chciałam dobrze, a teraz sama doprowadziłam do złego. Co mi w ogóle odbiło?
- Dlaczego to zrobiłaś?!- wysyczał przez zęby. Cofałam się do tyłu, a on z każdym moim krokiem w tył robił kolejny w przód. Poczułam, jak parapet wbija mi się w plecy. Teraz nie mam dokąd uciec. Przybliżył swoją twarz do mojej. Jego oddech śmierdział alkoholem.- Pytam, dlaczego to zrobiłaś?!
- Ponieważ mam tego dość!- nerwy mnie poniosły.- Mam dość takiego życia! Mam
dość ciebie! Jesteś istnym potworem! - złapał moje nadgarstki i mocno je ścisnął. Łzy zaczęły spływać po moim policzku. Wyszeptała krótkie "puśc mnie", ale nawet nie drgnął. Wykorzystałam to, że mam wolne nogi. Zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam go kolanem w krocze. Puścił mnie, ale był zbyt szybki. Nie zdążyłam jeszcze uciec, a już mnie złapał. 
- Ty suko!- krzyknął i podniósł dłoń. Zamachnął się i mnie uderzył. Upadłam na podłogę, trzymając się za piekący od bólu polik. Mój oddech był nieregularny. Nie mogłam uwierzyć, że uderzył mnie w twarz. Że odważył sie to zrobić. Próbowałam wstać, ale poczułam, jak James łapie mnie za włosy i podnosi do góry. Krzyczałam z bólu, ale zakrył mi usta ręką.- Zapłacisz mi za to!- kolejny zamach. Jego pięśc na moich wargach. Poczułam krew w buzi. Dotknęłam palcami ust i rzeczywiście krwawiłam. Nie chciałam tego robić, ale musiałam. Kopnęłam go najmocniej jak umiałam. Złapał się za mejsce bólu i lekko się zachwiał. Wykorzystałam okazję i pchnęłam go z całej siły. Kiedy upadał rzuciłam się biegiem do drzwi. Nie obchodziło mnie teraz, czy stało mu się coś poważnego. Zimne powietrze uderzyło we mnie, kiedy tylko znalazłam się na zewnątrz. Miałam na sobie tylko zwykła koszulkę i spodnie. Biegłam przed siebie. Nie chciałam się oglądać bo bałam się, że zobaczę go za mną. Co chwilę ocierałam ręką krew cieknącą z mojej wargi. I co ja mam teraz zrobić? Nie mam dokąd iśc. Nie mogę iśc do Katie, ponieważ mnie znajdzie. I po co mi to było? Po co? Chciałam zrobić z siebie bohaterkę. Jak zwykle. 

Szłam przez most. O tej porze nie jeżdżą tu żadne samochody. Oparłam się o barierkę. Księżyc odbijał się na powierzchni wody. Łzy kapały z moich policzków. Nie mam już nikogo. Nie wrócę do domu. Nigdy. Najpierw przełożyłam jedną nogę, a potem drugą. Stałam po drugiej stronie barierki. Spojrzałam w dół. Było wysoko. Przełknęłam ogromną gulę w gardle i wytarłam łzy. 
Robiłam krok w przód i krok w tył. W końcu się poddałam. Usiadłam na zimnym betonie, a moje nogi bezwładnie zwisały z krawędzi. Zacisnęłam ręce w pięści. Wstałam. Jeszcze raz spojrzałam w dół. Zamknęłam oczy i zrobiłam kilka głębokich wdechów. Poczułam, jak moje nogi robią krok w przód. 
- Stój!- ocknęłam się. Stałam połową stóp na krawędzi mostu. Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś chłopaka, który stał za mną. Było ciemno i nie za bardzo widziałam, jak wygląda. Jedynie jego jasne włosy były widoczne w ciemności.- Nie bądź głupia i zejdź stamtąd. Proszę.- jego głos był niezwykle spokojny. I przyjemny. Chyba to właśnie on zmusił mnie do zejścia. 
Uklękłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. Poczułam na sobie jakiś ciepły materiał. Podniosłam głowę. Chłopak okrył mnie swoją bluzą. Uniosłam lekko kąciki ust, ale nie przerywałam płakania. 
- Chodź.- wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłąm ją z lekkim wahaniem. Wstałam, a chłopak objął mnie swoim ramieniem. Zdziwiłam się, ale nie protestowałam. Jego ciało było przyjemnie gorące. 
Doszliśmy do jakiegoś samochodu. Jak się nie mylę to jego samochód. Wsiedliśmy do środka. W środku od razu zrobiło mi się cieplej, ale nadal nie ściągnęłam bluzy. Blondyn- teraz, kiedy światło w samochodzie się zapaliło, dokładnie widzę jak wygląda- przekręcił kluczyki i po chwili byliśmy już w drodze. 
- Jak masz na imię?- zapytał, przerywając okropną ciszę.
- Anabelle.- odpowiedziałam. Nie odrywał wzroku od jezdni, ale dostrzegłam, że lekko się uśmiechnął.- A ty?
- Niall.- spojrzał na mnie przelotnie.
- Dokąd jedziemy?- spytałam.
- Do mnie.- odpowiedź otrzymałam od razu. Nawet nad nią nie pomyślał.- Zajmę się tobą, a jutro ozbaczymy co dalej.
- Dziękuję.- powiedziałam to bardziej szeptem, ale chyba usłyszał. 
Dopiero teraz dotarło do mnie co ja robię. Siedzę w samochodzie z jakimś obcym chłopakiem, który chce zabrać mnie do swojego domu. Ale nie przeszkadza mi to. I tak nie mam gdzie się podziać. Najbardziej jestem mu wdzięczna, że nie zasypuje mnie pytaniami, dlaczego chciałam się zabić. 

Kiedy dojechaliśmy na miejsce blondyn zaprowadził mnie do środka. Przez drogę do drzwi wejściowych zdążyłam tylko zobaczyć, że dom jest ogromny. A w środku bardzo ładnie urządzony. Siedziałam na kanapie i czekałam na chłopaka, który poszedł po apteczkę. Usiadł obok mnie i wyjął z pudełka jakiś wacik i nalał na niego jakąś śmierdzącą chemikalią ciecz. 
- Może troche szczypać.- oznajmił i przyłożył wacik do mojej wargi. Szczypało potwornie. Odnalazłam jego rękę i ścisnęłam z całej siły. Zamknęłam oczy i próbowałam nie myśleć o bólu. Na marne. Poczułam jak smaruje czymś moje wargi.- Możesz już otworzyć oczy. 
Blondyn zaśmiał się, ukazując przy tym szereg białych zębów. Zorientowałam się, że nadal trzymam jego rękę. Szybko ją puściłam, ale jemu to chyba nie przeszkadzało. Nagle jego uśmiech zniknął z twarzy. Zobaczyłam, że patrzy na moje nadgarstki. Nie odezwał się tylko mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i znowu się rozpłakałam. 
- Nie płacz.- wytarł kciuekiem moje łzy. Nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy miały piękny niebieski kolor. Jak ocean. Przysięgam, że właśnie w nich utonęłam.- Porozmawiamy o tym jutro.
Przytaknęłam i poszłam za Niallem na górę. Wręczył mi jakąś koszulkę i spodnie. Nie miałam już dzisiaj siły, ani ochoty na kąpiel, więc od razu się przebrałam. Koszulka sięgała przed kolana, a spodnie musiałam podwijać kilka razy. Ale lepsze to niż moje niewygodne ciuchy. 
- Będę w pokoju obok. Jakby co, to krzycz.- kiwnęłam głową i po chwili zostałam sama. Ułożyłam się w wygodnej pozycji i zamknęłam oczy. 

Nie mogłam spokojnie spać. Przekręcałam się z boku na bok. Musiałam trochę ochłonąć. Spojrzałam na zegarek. Środek nocy. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Odnalazłam kuchnię i nalałam sobie trochę wody do szklani. Od razu zrobiło mi się lepiej, kiedy poczułam, jak woda przpływa przez mój organizm. Wróciłam na górę. Zapukałam do sypialni Nialla. Nie dostałam odpowiedzi, więc weszłam. Podeszłam do łóżka. Blondyn słodko spał. Nie miałam serca, aby go budzić.
- Niall.- szturchnęłam go, ale ani drgnął.- Niall.- spróbowałam mówić trochę głośniej. Nadal nic. Potrząsłam nim lekko i dałam plaskacza w policzek. Szybko wstał i rozglądał się po pokoju. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. 
- Anabelle? Co ty tu robisz?- spojrzał na zegarek w swojej komórce.- Jest trzecia rano. 
- Wiem. Przepraszam, ale nie mogłam spać.- usiadłam obok niego.
- Słyszałem, jak się kręcisz. Wszystko w porządku?
- Tak, tylko...sama nie wiem.- spuściłam głowe i szukałam odpowiednich słów.- Nie jestem przyzwyczajona spać w takim spokoju i ciszy.
- Zaraz coś na to poradzimy.- wstał i poszedł na drugi koniec pokoju. Miał na sobie tylko spodenki. Światło księżyca padało na jego umięśnione plecy. Uśmiechnęłam się do siebie, ale od razu odwróciłam wzrok. Niall wrócił do mnie z gitarą w ręku. Kazał usiąść mi wygodnie i się odprężyć.- Kiedy byłem mały i nie mogłem spać mój tata zawsze grał mi na gitarze i śpiewał. To mnie uspokajało i w końcu zasypiałem. 
- Nie wiem, czy to pomoże, ale spróbuj.- przykryłam sobie nogi kołdrą i obserwowałam, jak palce blondyna swobodnie przesuwają się po strunach instrumentu. Melodia była wolna. Usłyszałam cudowny głos chłopaka.

Can't believe you're packin' your bags
Tryin' so hard not to cry
Had the best time and now it's the worst time
But we have to say goodbye

Don't promise that you're gonna write
Don't promise that you'll call
Just promise that you won't forget we had it all

Cause you were for the summer
Now we know it's nearly over 
Feels like snow in september
But I always will remember
You were my summer love
You always be my summer love

Wish that we could be alone now
If we could find some place to hide
Make that last time just like the first time 
Push a button and rewind 

Don't say the word that's on your lips
Don't look at me the way
Just promise you'll remember 
When the sky is grey

Cause you were for the summer
Now we know it's nearly over 
Feels like snow in september
But I always will remember
You were my summer love
You always be my summer love

So please don't make this any harder 
We can't take this any farther
And I know  there's nothin' that I wanna change, change 

Cause you were for the summer
Now we know it's nearly over 
Feels like snow in september
But I always will remember
You were my summer love
You always be my summer love

You always be my summer love
You always be my summer love...

_________________________________________________________________________
PIERWSZY ROZDZIAŁ JUŻ ZA NAMI :) MIAŁAM DODAĆ WCZORAJ, ALE NIE MIAŁAM JUŻ CZASU. SWOJĄ OPINIĘ WYRAŹCIE W KOMENTARZACH.
2 KOM.- NEXT! 
<3

czwartek, 3 lipca 2014

PROLOG

Dziewczynka ubrała czerwoną sukienkę, którą przygotowała jej mama i zeszła na dół z koszyczkiem w ręku.
- Uważaj na siebie!- krzyknęła rodzicielka zanim opuściła budynek. 
Wyszła z domu i zamknęła drzwi. Skakała z nóżki na nóżkę, sprawdzając, czy aby na pewno wzięłą wszystko. Kocyk, kanapki, napoje, słodycze. Nie zapomniała o niczym. Dotarła nad jezioro, gdzie w oddali dostrzegła swojego przyjaciela. Podbiegła do niego, witając się czułym uściskiem. Chłopczyk pomógł jej rozłożyć kocyk i razem zasiedli do lunchu. Jak to dzieci, rozmawiali o zabawkach, kreskówkach, czasami opowiadali o swoim dniu. Pomimo różnicy dwóch lat i innej płci, dogadywali się świetnie. Pomimo, że mieli zaledwie kilka lat, zachowywali się jak małżeństwo. Wszędzie chodzili razem, wszystko robili razem. Nie było dnia, żeby nie rozmawiali ze sobą, bądź nie spotkali się. Byli dla siebie bardzo ważni. Dzieci nie rozumieją niekórych rzeczy, tak jak dorośli. I również w tym przypadku nie rozumieli, ale też nie widzieli jak ogormna więź ich łączy. Chłopczyk wiedział o dziewczynce wszysto. Oczywiście z wzajemnością. Nigdy nie pozwoliłby jej skrzywdzić. Zawsze stanie w jej obronie. 
Po skończeniu jedzenia, usiedli na pomoście, pozwalając nogom na zwisanie z krawędzi mostku. Zgodnie z tradycją grali w "kaczki". Zakładali się, kto zrobi ich najwięcej. Przeważnie spędzali tam całe dnie. Po zabawie, siadali na kocu i obserwowali widok przed nimi. Spletli swoje malutkie palce i obiecali, że nigdy się nie rozłączą. Zawsze będą razem. Po przysiędze ściągnęli swoje buty i weszli do jeziora, mocząc swoje stopy. Dziewczynka nie spodziewała się czynu chłopczyka.
- Niall!- krzyknęła sfrustrowana, z powodu swojej mokrej sukienki. Chłopczyk zaczął się głośno śmiać. Dziewczynka skrzyżowała rączki i usiadła na kocu obrażona na przyjaciela. 
- Nie gniewaj się, Bella.- blondyn podszedł do dziewczynki i mocno ją przytulił.
Zebrali wszystkie rzeczy i razem wrócili do domu. 

Spotykali się tak przez następne kilka tygodni, aż pewnego dnia dziewczynka nie zastała swojego przyjaciela. Czekała i czekała, ale nie przychodził. Smutna, wróciła do domu i próbowała się z nim jakoś skontaktować. Na marne. 
Następnego dnia chłopczyk również nie przyszedł. Dziewczynka była zawiedziona. Czuła się samotna.
Chodziła tam codziennie, z nadzieją, że może jednak, któregoś dnia zobaczy  te znajome blond włosy. Niestety, myliła się. 

Pewnego dnia postanowiła odwiedzić go w domu. Zapukała rączką kilka razy. Bujała się w przód i w tył na swoich stópkach, aż w końcu w drzwiach stanęła jego babcia. 
- Dzień dobry, jest Niall?- spytała pełna nadziei. Starsza pani uśmiechnęła się do niej słabo i zaprosiła ją do środka. Kobieta zrobiła herbatę i usiadła naprzeciwko dziewczynki.
- Gdzie jest Niall?- była ciekawska, dlaczego jej przyjaciel nie pojawiał się na ich spotkaniach. 
- Anabelle, nie będę kłamać. Powiem prosto z mostu.- popatrzała smutno na dziewczynke, która była kompletnie zdezorientowana.- Niall już tu nie mieszka. 
Chwila minęła, zanim dziewczynka zrumiała co przed chwilą usłyszała.
- Jak to?- powiedziała do siebie, nie mogąc w to uwierzyć.
- Wyprowadził się do Londynu trzy dni temu. Był zajęty i nie zdążył ci powiedzieć. Ale wiedz, że bardzo chciał. Tylko nie wiedział też jak.- z każdym słowem dziewczynka czuła w oczach więcej łez. I coraz nowsze ukłucie w sercu.- Kazał mi cię przeprosić, że się nie pożegnał. I obiecywał, że napisze do ciebie. 
Dziewczynka pokiwała głową i opuściła dom, w którym kiedyś mieszkał jej przyjaciel. Płacząc całą drogę wróciła do domu. Pobiegła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Jej mama dobrze wiedziała co się stało. Nie wiedziała tylko, że jej mała córka zareaguje w ten sposób. Anebelle chwyciła do rączki zdjęcie chłopczyka z szerokim uśmiechem, błękitnymi oczami i farbowanymi na blond włosami. Nie wiedziała co to dokładnie jest, ale czuła jakby opuścił ją kawałek jej osoby. Jakby połowa jej serduszka umarła. Spojrzała przez okno na bezmuchrne, gwieździste niebo. Kilka łez spłynęło po jej policzkach.
- Obiecałeś mi. Obiecałeś, że zawsze będziemy razem. Że nigdy mnie nie opuścisz. Obiecałeś na mały paluszek. Nigdy nie pomyślałabym, że złamiesz obietnice. Może jestem tylko małą dziewczynką i mam tylko 8 lat, ale wiem, że byłeś dla mnie kimś ważnym. Byłeś dla mnie jak brat. Obiecałeś, że nigdy o mnie nie zapomnisz. Teraz nie wiem, czy mogę ci wierzyć. Byłeś moim jedynym przyjacielem. To z tobą dorastałam, bawiłam się. To przez ciebie wracałam późno do domu, mama była na mnie zła. To ciebie uważałam za mojego małego bohatera. Ufałam ci, mówiłam ci wszystko. Tylko ty wiedziałeś o mnie wszystko. To ty zawsze wdrapywałeś sie na drzewo, aby zerwać dla mnie jabłko. Pamiętam, jak raz złamałeś rękę...Twoja babcia powiedziała, że napiszesz do mnie. Dobrze ja będę czekała. Ale jestem na ciebie zła, że wyjechałeś. Smutno mi. Czuję się, jakby razem z tobą, wyjechała jakś część mnie. I mam nadzieję, że jeśli znajdziesz sobie jakiś przyjaciół w Londynie, to ja zawsze będę najważniejsza. Ponieważ ty dla mnie jesteś najważniejszy. Wiesz dlaczego? Bo cię kocham Niall. Będzie mi brakować twojego uśmiechu, twoich żartów, twoich nieudanych dowcipów, twojego głosu, twoich głupich pomysłów, przek które zawsze wpadaliśmy w kłopoty, twojej opiekuńczości. Ale najbardziej będzie mi brakować ciebie. I zapytam cię tylko o jedno. Dlaczego? Dlaczego mnie zostawiłeś Niall?
_________________________________________________________________________
No to tak wygląda prolog. Rozdział (mam nadzieję) pojawi się jutro. I będę starała się dodawać rozdziały regularnie. I proszę każdego, kto wejdzie niech pozostawi po sobie ślad w postaci komentarza. Zobaczymy, jak wam się spodoba :) To do jutra!