Powoli otworzyłam oczy, do których dostały się lekkie promienie słońca. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Wszystko mi się przypomniało. Kłótnia z Jamesem, ucieczka, nieudana próba samobójstwa, a potem Niall. No właśnie, gdzie jest Niall?
Mijałam kolejno drzwi, idąc korytarzem. Zeszłam po schodach i odnalazłam, co szukałam. Stał tam w samych dresach. Poruszał się w jednym kierunku. Lodówka, blat, lodówka, blat, lodówka, blat...i tak w kółko. Jego mięśnie napinały się z każdym ruchem. Z oddali mogłam usłyszeć, jak podśpiewuje coś pod nosem. Podeszłam do niego i odchrząknęłam na tyle głośno, aby zwrócić na siebie uwagę. Odwrócił się wystraszony, ale po chwili strach zastąpił szeroki uśmiech.
- Cześć śpiochu.- nie wierze, że od samego rana potrafi być takim wesołym człowiekiem.
- Śpiochu?- przechyliłam głowę, opierając się o ścianę.
- Jest po dwunastej- zaśmiał się tylko i wskazał na zegarek wiszący na ścianie. Nie do wiary, że wstałam aż tak późno.
- Wybacz, ja...- na chwilę się zawahałam. Nie mogę mu o niczym powiedzieć. Nie znam go przecież.-...nigdy nie spałam tak długo.
Wpatrywał się we mnie tymi swoimi błękitnymi oczyma. Dopiero teraz zauważyłam, że moja mama miała dokładnie takie same tęczówki. Im dłużej się patrzałam, tym więcej sobie przypominałam. Ona patrzałam na mnie z taką samą troską, jak teraz chłopak o blond włosach. Uczucie w środku nie dawało mi spokoju. Od dawna tego nie czułam. Uczucia pustki. Pustki w sercu, która przypomina, że Jej już tu nie ma. Odeszła, zostawiając mnie samą. Poczułam jak w kącikach oczu zbierają się łzy. Spuściłam wzrok, podziwiając kuchenne kafelki podłogowe.
- Mogłabym skorzystać z łazienki?- spytałam nadal patrząc na podłogę.
- Jasne. Przy okazji, na pralce leżą ciuchy. Możesz je wziąść, jeśli będą dobre.- kiwnęłam głową i czym prędzej weszłam na górę.
Tak jak powiedział blondyn, na pralce leżały ubrania. Damskie ubrania. Zdziwiło mnie, skąd on je ma. Rozebrałam się i odkręciłam wodę. Weszłam pod prysznic i już po chwili poczułam, jak moje mięśnie się rozluźniają. Woda oblewała moje spocone i brudne ciało. Zakręciłam kurek i wytarłam się ręcznikiem, który leżał obok ubrań od Nialla. Wytarłam włosy i przeczesałam je palcami. Sięgnęłam po ciuchy i odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że dostałam długie spodnie. Przygotowany zestaw był na mnie w sam raz. Szybko się ubrałam i wróciłam na dół, gdzie czekał Niall. Zajęłam swoje miejsce przy stole. Przede mną widniał talerz, a na nim dwa naleśniki z czekoladą. Wyglądało przepysznie, ale nie dam rady nic zjeść. Samo patrzenie na jedzenie wywoływało u mnie odruch wymiotny. Nie chodzi o to, że się głodzę. Nie. Po prostu po śmierci mamy straciłam chęć do wszystkiego. Do życia, do jedzenia. Ciągłe ucieczki z domu przed ojcem spowodowały, że jedzenie stało się zbędną rzeczą w moim życiu. Potem sytuacja z Jamesem...tak się bałam, że nic nie jadłam. A jeśli już coś próbowałam od razu biegłam do łazienki w celu zwrotnym.
- Coś nie tak?- z amoku wyrwał mnie głos chłopaka. Podniosłam wzrok i znów napotkałam ten znajomy mi błękit w oczach.
- Nie, ja tylko...- żadny argument, jaki przychodził mi teraz do głowy nie był wystarczająco dobry, aby spławić chłopaka.-...nie jestem głodna.
- Więc pewnie się nie obrazisz, jeśli wezmę twoją porcję?- uśmiechnęłam się lekko i przesunęłam talerz w stronę Nialla.
Przeszukałam wszystkie kieszenie w spodniach i nigdzie nie mogłam znaleźć mojego telefonu. Pamiętam, że brałam go ze sobą. Wróciłam do sypialni Nialla, aby sprawdzić czy go gdzieś przypadkiem nie zostawiłam.
- Szukasz czegoś?
- Nie jestem pewna, ale chyba zgubiłam tu mój telefon.- uniosłam ręce w geście rezygnacji.
- Pomogę ci.
Przeszukaliśmy cały pokój i nic. Znaczy, bardziej Niall niż ja, ponieważ nie czułabym się dobrze przeszukując każdą część jego pokoju i szperając w każdej z szafek.
- Mam!- usłyszałam krzyk Nialla, który właśnie podnosił się z podłogi. Odetchnęłam głęboko i podziękowałam chłopakowi.
- Mógłbyś zostawić mnie samą?- kiwnął głową i zamknął za sobą drzwi. Weszłam w moje kontakty i przesuwałam palcem po ekranie, szukając odpowiedniego numeru. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i po kilku sygnałach usłyszałam znojmy mi, ciepły głos kobiety.
- Anabelle? Dziecko, to ty?- jak zawsze zamartwiona. O mnie. Ale kocham tą kobietę. Zastąpiła mi mamę, kiedy Ona odeszła, więc dużo jej zawdzięczam. Kocham tą rodzinkę najbardziej na świecie. Dużo dla mnie zrobili. Mieszkałam z nimi przez jakiś czas, kiedy ojciec przechodził przez załamanie, ale niestety prawo nakazuje mieszkania z moim prawnym opiekunem, więc musiała wrócić do domu.
- Tak ciociu, to ja. Możesz rozmawiać?
- Z tobą zawsze.- kąciki moich ust powedrowały do góry.- Coś się stało?
- Tak. Znaczy nie! To długa historia...- skarciłam się w duchu i kontynuowałam.-...rozmowa nie na telefon. Mam do ciebie pytanie, ale to trochę niewłaściwe.
- Mam się o ciebie bać?- pokręciłam głową, ale zorientowałam się, że przecież rozmawiam przez telefon.- Śmiało, pytaj.
- Chodzi o to, że...- zacięłam się na chwilę i zastanawiałam czy wypada mi o to spytać.-...mogłabym zamieszkać w waszym domu przez jakiś czas?
- To ty nie mieszkasz z Jam...
- Nie.- przerwałam jej, nie chcąc usłyszeć tego imienia.- Opowiem ci wszystko, jak tylko będziecie w Londynie, ale teraz najważniejsze jest dla mnie czy się zgodzisz.
- Wiesz...przyjeżdżamy do stolicy za dwa tygodnie na wakacje.
- Nie mogę tyle czekać. Proszę. Nie na długo. Oddam wam za czynsz, kiedy tylko wrócę do pracy, obiecuję.
- An, nie musisz nam nic oddawać. Chodziło mi o to, że nie masz kluczy.- no tak. Ja głupia. Uderzyłam się w czoło i wróciłam do rozmowy.
- Mogę do was przyjechać. Wiem, że do Cambridge jest kawał drogi, ale załatwię sobie transport, nie martw się.
- No dobrze. Będziemy w domu od szesnastej.
- Dziękuję!- krzyknęłam na cały dom, że chyba nawet Niall mnie usłyszał.- Do zobaczenia!
Tak dawno nie oglądałam telewizji, że nawet głupie reklamy wydają mi się interesujęace. Nie wiem czemu nadal siedzę u Nialla w domu, ale wątpię, abym zastała Katie w domu. Nagle obok mnie pojawił się blondyn. Siedział i gapił się na mnie jak w obrazek. Pomyślałam, że to jedyna okazja, aby go o to poprosić.
- Niall...- zaczęłam, ale się zawahałam.-...trochę mi głupio prosić cię o to, ponieważ wcale się nie znamy i to ja wiszę ci przysługę, ale mógłbyś gdzieś ze mną pojechać?
- Jasne.- zerknęłam na niego ze zdziwieniem. Każda jego odpowiedź jest szybka. Czy on w ogóle myśli zanim coś powie?
- To daleko.
- Gdzie dokładnie?
- Cambridge.- parsknął śmiechem, co mnie zirytwało.
- Jeżdżę w miejsca oddalone kilkanaście mil od Londynu, więc to dla mnie nic.- kiwnęłam głową na znak podziękowania i wróciłam do oglądania. Nie zajęło mi to jednak długo.
- Wiesz...- zaczął chłopak, ale umilkł.-...chciałem z tobą porozmawiać, dlaczego chciałaś popełnić samobójstwo, ale doszedłem do wniosku, że w ogóle się nie znamy. Z pewnością mi nie ufasz. Masz prawo, ponieważ nic o mnie nie wiesz. Ja o tobie też nie, ale...- popatrzał wprost w moje oczy. Ten błękit...nie tylko moja mama miała takie oczy. Miał je ktoś jeszcze, ale za chiny nie wiem kto.-...nie mogę znieść tego, jak wyglądają twoje nadgarstki.
W tym momencie zastygłam. Cała zesztywniałam i nawet oddychanie było trudne. Z jednej strony nie chciałam mu nic mówić, ale coś w środku podpowiadało, że mogę mu zaufać. Czułam jakbym...jakbym znała go już wcześniej. Wiem, że to dziwne, ale mam wrażenie jakby coś mnie z nim łączyło. Tylko nie wiem co...
- Ja...- szukałam odpowiednich słów, żeby to wyjaśnić.-...nie wiem jak ci to powiedzieć, ponieważ to może ci się wydać dziwne i śmieszne, ale...to wszystko przez mojego chłopaka.
- Co?- jego głos był zaskakująco opanowany, ale to w oczach zauważyłam zdziwienie i...niepokój? Wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam:
- Tak, bo widzisz...wydarzył się pewien wypadek i mój chłopak, James, nie mógł się z tym pogodzić. Najpierw się załamał, a potem szukał pocieszenia w alkoholu i narkotykach. A złość wyładowywał na mnie.- Niall zdecydowanie był zaniepokojony.- Bił mnie coraz częściej, ale nigdy nie zdarzyło mu się uderzyć mnie w twarz. I właśnie wtedy, kiedy mnie znalazłeś, zrobił to. Odwarzył się. Dlatego uciekłam.
- Próbuję nad tym wszystkiem nadążyć.- błądził wzrokiem po pokoju.- Ale dlaczego myślałaś, że będę się śmiał?
- Ponieważ byłam z nim. Nie odeszłam pomimo bólu, jaki mi zadał.
- Ale dlaczego? Dlaczego go nie zostawiłaś? Przecież to okropne! Jak można bić swoją własną dziewczynę?
- Nie mogę ci powiedzieć, ale gdybyś znał powód jego zmiany, może i byś zrozumiał. Ja rozumiałam. I rozumiem.- bawiłam się palcami, kiedy poczułam na dłoni kropelkę, która skapła z mojego policzka. Wytarłam łzy rękawem.- A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam gdzie pójść. Nie mogę do niego wrócić. On mnie zabije.
Tak bardzo chciałam być twarda i powstrzymać łzy. Nie chciałam, żeby Niall zobaczył, jaka jestem słaba. Ale emocje wygrały. Rozpłakałam się na dobre, chowając twarz w dłonie. Poczułam tylko jak czyjeś ręce obejmują moją drobną sylwetkę i ciągną w soją stronę. Po chwili poczułam ciepłą klatkę piersiową i rytm bijącego serca. Niall mnie przytulił. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, mocząc jego koszulkę coraz to nowszymi falami łez. Ale chyba mu to nie przeszkadzało. Nagle usłyszałam przyjemny szept:
- Może i się nie znamy, ale nie pozwolę, abyś cierpiała kolejny raz.
_________________________________________________________________________
1. PRZEPRASZAM WAS BARDZO, BARDZO, ŻE ROZDZIAŁ JEST NIE NA CZAS
2. SĄ WAKACJE I MIAŁAM RÓŻNE WYJAZDY, SPOTKANIA, ITD. ALE CHYBA SAMI ROZUMIECIE, ŻE NIE MOGĘ SIEDZIEĆ CAŁYMI DNIAMI NA BLOGU
3. MOIM ZDANIEM ROZDZIAŁ NIE WYSZEDŁ, JAK OCZEKIWAŁAM. W OGÓLE NIC SIĘ NIE DZIEJE. JEST TYLKO TAKI MINI MOMENT Z NIALLEM I LUCY.
4. DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁY KOMENTARZ POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM! <3
5. 3 KOM.- NEXT!
DO NASTĘPNEGO! <3 <3
O moj boxeeeeeeee !!!!!!!!!? To jest genialne awwww *.* cudneeeeeeeeee noooooo !!!<3333 a ta koncowka az sie poplakalam *.*. To jest swoetneee alby tak dalejjj <333 do nastepnego <33 jednokierunkowych
OdpowiedzUsuńSuper!!!
OdpowiedzUsuńToo jest geeeeniialnee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńto jest genialne! czekam na Next'a <3
OdpowiedzUsuń